Justin's POV
Cały dzień spędziłem na plaży z chłopakami. Przydał mi się ten dzień, bo przez chwilę poczułem się normalnie, tak jak za dawnych lat, gdy prawie w każdy wakacyjny dzień siedziałem tutaj z kumplami. Siedzieliśmy na piasku, pływaliśmy, gadaliśmy, śmialiśmy się, było naprawdę spoko. Luke, Daniel i Philip, to oni naprawdę znali mnie. Wiedzieli jaki jestem. Znali mnie całkowicie, znali moje dwie strony. Tą, którą znali pozostali, chłopaka z którym się nie zadziera i normalnego Justina. Pomimo tego, że wszyscy mieliśmy po osiemnaście lat wciąż byliśmy tymi samymi dzieciakami co przed laty, którzy lubili dobrą zabawę i lubili popatrzeć na panienki, norma to dla nas jak i dla większości chłopaków w tych czasach. Zazwyczaj nie dopuszczałem do siebie nikogo na dłuższą metę. To co się dzieje na imprezie zostawiam w rozdziale tej imprezy, lub ewentualnie jeszcze kolejnej nocy. Uważam, że jestem młody i powinienem wykorzystywać wszystkie swoje atuty i łapać chwile. Jestem typem człowieka, który nie lubi się nudzić dlatego potrzebuję stałej rozrywki, ale czasem zdarza się tak, że potrzebuję chwilę pobyć sam. Pomimo tego, że cały czas wokół mnie jest wiele ludzi, nie czułem tego, by wypełniali jakąś cholerną pustkę w moim sercu, która cały czas mi doskwierała. Leżałem na ręczniku kiedy usłyszałem głos mojego przyjaciela Daniela.
- Bieber, zbieraj się. O 21 jest impreza u Matta, pojedziemy do swoich domów i się ogarniemy, a potem się znów spotkamy - powiedział blondyn.
- No spoko, ale nie myśl sobie, że jesteś osobą, która będzie mi mówić co mam robić - przymrużyłem oczy i spojrzałem na chłopaka.
- Justin, spokojnie, wyluzuj stary, tylko powiedziałem - uniósł ręce w geście obronnym.
- Debilu, żartowałem. O 21, tak? - uśmiechnąłem się, by rozluźnić atmosferę między nami, po czym spytałem, by się upewnić.
- Tak - przytaknął Daniel.
- Ok, to zbieramy się - poklepałem przyjaciela po plecach i zacząłem zbierać swoje rzeczy, a pozostała trójka robiła to samo. Gdy byłem już gotowy, przeleciałem wzrokiem po miejscu w którym siedzieliśmy, upewniając się czy wszystko zabrałem. Gotowy do powrotu do domu przeczesałem palcami swoje włosy i udałem się w stronę miejsca, gdzie każdy z nas zaparkował swoje auto. Chłopcy ruszyli przede mną i byli zajęci jakąś rozmową, która niezbyt mnie interesowała. Po prostu szedłem za nimi i myślami byłem zupełnie gdzie indziej. Myślałem o tym, czy impreza będzie udana, kto na niej będzie, kogo poznam. To tyle, niczym innym nie musiałem się przejmować. Usłyszałem głośny śmiech moich kolegów, który wyrwał mnie z zamyślenia.
- Jesteś ciotą Luke, czemu po prostu nie zaprosisz Cindy do Ciebie? - powiedział Philip. Ta, odezwał się wielki wyrywacz lasek, który przed każdą imprezą przychodzi do mnie i pyta się jak ma zagadać do tej i do tej dziewczyny. Uśmiechnąłem się aż z tego powodu i pokręciłem rozbawiony głową.
Nagle po swojej lewej stronie zauważyłem dziewczynę. Uśmiech zszedł z mojej twarzy i zacząłem się jej przyglądać. Nie powiem, nie należała do tych dziewczyn, z którymi zwykle mam styczność. Była inna. Długie blond włosy, niebieskie oczy, lśniące niesamowicie. Było coś w niej, co ją całkowicie odróżniało od reszty. Oblizałem swoje usta i spojrzałem głęboko w jej oczy. Bieber, ogarnij dupę. Usłyszałem głos w mojej głowie i momentalnie odwróciłem swój wzrok od blondynki. Przestań w końcu myśleć chujem i tym sposobem w którym miejscu ją zaliczysz, usłyszałem kolejny głos. Potarłem ręką swój kark i ruszyłem dalej za chłopakami. Mrugnąłem kilka razy oczyma, by jak najszybciej pozbyć się jej obrazu.
Gdy doszliśmy do aut, pożegnałem się w chłopakami poprzez zwykłe przybicie piątki i każdy z nas odjechał w stronę swojego domu po to, by znów się spotkać za bodajże godzinę.
***
Po niespełna 15 minutach dojechałem do swojego domu. Parkując autem na podwórku wyszedłem z auta zabierając ze sobą torbę, którą miałem na plaży. Wchodząc do domu, krzyknąłem "JESTEM!" do moich rodziców, ale nie dostałem odpowiedzi. Zajebiście. Nic nowego, ale przynajmniej nikt mi nie będzie truł dupy przez ten czas. Rzucając torbę na podłogę udałem się do kuchni. Zauważając na stole miskę z ciastkami wziąłem jedno i od razu je zjadłem. Co jak co, ale moja mama była świetną kucharką, a jej ciastka były najlepsze pod słońcem. Następnie udałem się do salonu i włączyłem na cały regulator muzykę, która wydobywała się z głośników. Myślę, że sąsiedzi zdążyli się już przyzwyczaić do tego. Mam duży dom i często zapraszam tutaj znajomych, więc powinna to być już dla nich norma. Szybko udałem się do łazienki i pozbyłem się wszystkich rzeczy, które miałem na sobie, zrzucając je na podłogę. Wszedłem do kabiny i odkręciłem wodę, która zaczęła spływać po moim nagim ciele, rozluźniając je jeszcze bardziej. Przymknąłem na chwilę swoje powieki, by móc się zrelaksować, a odgłosy kropelek wody mieszały się z odgłosami dochodzącej z dołu muzyki.
Umyłem swoje ciało moim ulubionym żelem pod prysznic, a następnie zrobiłem to samo z moim włosami. Gdy wyszedłem już spod prysznicu wytarłem swoje ciało w miękki, biały ręcznik, po czym wytarłem w niego swoje włosy i obwiązałem go sobie wokół bioder. Stanąłem przed lustrem i przeczesując swoje włosy, ułożyłem je tak jak zawsze, czyli do góry. Następnie dokładnie umyłem swoje zęby. Po tych wszystkich czynnościach opuściłem łazienkę i udałem się do salonu.
Nagle usłyszałem głośne pukanie do moich drzwi. Zmarszczyłem brwi i mruknąłem coś pod nosem. Wyłączyłem muzykę i udałem się w kierunku drzwi, by je otworzyć. Wziąłem głęboki oddech i nacisnąłem na klamkę. Byłem ciekawy kto to jest. Na pewno nie moi rodzice, bo oni mają klucze, a moi kumple nie wpadli by na to, żeby mnie teraz nawiedzić. Otworzyłem drzwi i ujrzałem w nich niską brunetkę o zielonych oczach, która od razu rzuciła mi się na szyję i zaczęła mnie obściskiwać.
- Emm.. co Ty tu robisz? - spytałem zdziwiony lekko ją obejmując. Po długim czasie zachciało się jej dać mi o sobie przypomnieć. Nie pamiętam jej zbytnio, nie pamiętam nawet na jakiej imprezie się poznaliśmy.
- Cześć Justin kochanie, pamiętasz mnie? Emily Thompson. Dzisiaj jest impreza u Matta, przychodzisz, prawda? - spytała i zatrzepotała swoimi długimi rzęsami.
- No nie wiem, chyba tak - udając, że się zastanawiam przetarłem dłonią swoją twarz.
- To może się tam spotkamy? - zaproponowała i zaczęła ilustrować wzrokiem moje prawie nagie ciało. No tak, zapomniałem, że byłem w samym ręczniku.
- No spoko, a teraz wybacz, chciałbym się ubrać - skrzywiłem się i szukałem jakiejkolwiek wymówki, żeby ją spławić.
- Dobrze, to do zobaczenia Justin - złożyła czuły pocałunek na moich ustach i wolnym krokiem odeszła.
- Hej Emily - posłałem jej delikatny uśmiech i zamknąłem za nią drzwi, po czym mruknąłem tylko "ja pierdole". Za nic jej nie pamiętam i nie wiem skąd zna mój adres. Pewnie była tu którejś nocy.
No nieważne, najwyżej będę jej unikał na imprezie. Zorientowałem się, że jest już godzina 20:23 i powinienem się już zbierać. Szybkim krokiem udałem się do swojego pokoju, by wybrać dla siebie odpowiednie ubrania.
Wyciągnąłem z mojej dużej szafy czarną bluzkę w serek i czarne spodnie khaki. Do tego wszystkiego założyłem pasujące pod kolor czarne Supry i złoty łańcuch, który zdobił moją szyję. Popsikałem się perfumami i biorąc do ręki mojego iPhona oraz okulary przeciwsłoneczne zszedłem schodami na dół i wyszedłem z domu. Wsiadając do mojego białego Ferrari 445 Italia przeglądnąłem się w lusterku i stwierdzając, że wyglądam nawet dobrze wyruszyłem na drogę. Lubiłem szybką jazdę i nie kryłem się z tym zbytnio. Wszyscy doskonale wiedzą jak jeżdżę, ale nikt tego nie jest w stanie zmienić. To było jedną z rzeczy, które mnie kręcą. Uważam to za dobrą zabawę. Włączyłem radio i dodając gazu mijałem kolejne budynki. Muszę przyznać, że Nowy Jork nocą jest jeszcze piękniejszy. Dużo się tu dzieje. Można tu znaleźć ludzi o przeróżnym ubiorze, o przeróżnych gustach, z różnych narodowości.
Zostało mi pięć minut drogi do Matta, kiedy natrafiłem na cholerny korek.
Nienawidzę korków, gdy muszę tak stać to aż mnie rozsadza, a niektórzy ludzie jeżdżą jak totalne pizdy.
Postanowiłem być lepszy od innych i skręciłem w prawą uliczkę, żeby pojechać na skróty.
Całe szczęście, że nikt inny na to nie wpadł, tylko ja. Uliczka była całkowicie pusta i ciemna, nie było tutaj praktycznie żadnej żywej duszy. Jadąc ciemną drogą do moich uszu dotarł głośny krzyk.
Na początku zdawało mi się, że tylko się przesłyszałem, ale z każdą kolejną sekundą był coraz to głośniejszy. Ściszyłem radio i gdy podjechałem kawałek dalej zamurowało mnie.
- Kurwa - syknąłem pod nosem i szybko odpiąłem pasy bezpieczeństwa po czym jeszcze szybciej wysiadłem z auta i pokonałem odległość między mną, a murami jednego z budynku.
Stary facet kładł ręce na młodej dziewczynie, po czym uderzył ją w twarz przez co ona upadła na ziemię, a następnie znów ułożył dłonie na jej piersiach. Mocno szarpnąłem jego ramię i gdy odsunął się od dziewczyny wymierzyłem mu cios prosto w twarz, który spowodował, że szybko znalazł się na ziemi. Nawet nie spodziewał się, że coś takiego mogłoby się mu stać. Korzystając z okazji kopnąłem go z całej siły w brzuch, a zapłakaną dziewczynę wziąłem na ręce i chciałem ją jak najszybciej zabrać z miejsca zdarzenia..
Doby wieczór :)
Nie spodziewałam się, że tak szybko dodam rozdział drugi, ale na prośbę mojej kochanej przyjaciółki (hej Marikuś) dodałam już dzisiaj. Jak Wam się podoba? Cały rozdział jest z perspektywy głównego bohatera, więc to też inaczej. Dziękuję za te ciepłe słowa, za komentarze oraz już za ponad 1K wejść! To jest dla mnie nie do pomyślenia, ale jak mówiłam, musimy razem współpracować. Musicie komentować i zostawiać opinię, bo chcę mieć dla kogo to pisać. Liczę na Was, a lepszych czytelników nie mogłam sobie wymarzyć.
Także proszę o jakąkolwiek pomoc z Waszej strony, a odwdzięczę się tak jak będę umiała.
Z góry dziękuję z całego serca!
Zapraszam do zakładek :)
Dobrej nocy i do następnego rozdziału, który obiecuję, że będzie lepszy.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ.
Zostało mi pięć minut drogi do Matta, kiedy natrafiłem na cholerny korek.
Nienawidzę korków, gdy muszę tak stać to aż mnie rozsadza, a niektórzy ludzie jeżdżą jak totalne pizdy.
Postanowiłem być lepszy od innych i skręciłem w prawą uliczkę, żeby pojechać na skróty.
Całe szczęście, że nikt inny na to nie wpadł, tylko ja. Uliczka była całkowicie pusta i ciemna, nie było tutaj praktycznie żadnej żywej duszy. Jadąc ciemną drogą do moich uszu dotarł głośny krzyk.
Na początku zdawało mi się, że tylko się przesłyszałem, ale z każdą kolejną sekundą był coraz to głośniejszy. Ściszyłem radio i gdy podjechałem kawałek dalej zamurowało mnie.
- Kurwa - syknąłem pod nosem i szybko odpiąłem pasy bezpieczeństwa po czym jeszcze szybciej wysiadłem z auta i pokonałem odległość między mną, a murami jednego z budynku.
Stary facet kładł ręce na młodej dziewczynie, po czym uderzył ją w twarz przez co ona upadła na ziemię, a następnie znów ułożył dłonie na jej piersiach. Mocno szarpnąłem jego ramię i gdy odsunął się od dziewczyny wymierzyłem mu cios prosto w twarz, który spowodował, że szybko znalazł się na ziemi. Nawet nie spodziewał się, że coś takiego mogłoby się mu stać. Korzystając z okazji kopnąłem go z całej siły w brzuch, a zapłakaną dziewczynę wziąłem na ręce i chciałem ją jak najszybciej zabrać z miejsca zdarzenia..
Doby wieczór :)
Nie spodziewałam się, że tak szybko dodam rozdział drugi, ale na prośbę mojej kochanej przyjaciółki (hej Marikuś) dodałam już dzisiaj. Jak Wam się podoba? Cały rozdział jest z perspektywy głównego bohatera, więc to też inaczej. Dziękuję za te ciepłe słowa, za komentarze oraz już za ponad 1K wejść! To jest dla mnie nie do pomyślenia, ale jak mówiłam, musimy razem współpracować. Musicie komentować i zostawiać opinię, bo chcę mieć dla kogo to pisać. Liczę na Was, a lepszych czytelników nie mogłam sobie wymarzyć.
Także proszę o jakąkolwiek pomoc z Waszej strony, a odwdzięczę się tak jak będę umiała.
Z góry dziękuję z całego serca!
Zapraszam do zakładek :)
Dobrej nocy i do następnego rozdziału, który obiecuję, że będzie lepszy.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ.
dzieje się dzieję! lubię takiego troskliwego Justina!
OdpowiedzUsuńinteresujące ;)
OdpowiedzUsuńSuuuper, czekam na następny :)
OdpowiedzUsuń@bieberaugh
niesamowite, cudowne, inspirujące ajhsajkhas
OdpowiedzUsuńi bardzo wciągające jest te opowiadanie.. jejciu
nie mogę się doczekać ciągu dalszego! :))))
oby tak dalej małpeczko ty moja <3
ILY.
Boskie :)
OdpowiedzUsuńomg, świetny rozdział i już nie mogę doczekać się następnego *o*
OdpowiedzUsuńŚwietne <3
OdpowiedzUsuńjeeaaa, dobre, świetne mm :D ;3
OdpowiedzUsuń@swaggiies
OMG!Groźny Jus. ♥
OdpowiedzUsuńZakochałam się!:>
Cudowne,będę to czytać,bo mnie kompletnie zaintrygowałaś! :*
Czekam NN! :)
@ComMusia
Rozdział bardzo mi się podoba, nie żałuję, że trafiłam na twój blog. Dobrze mi się go czytało, tak lekko, jeśli wiesz o co mi chodzi. Pochłonęłam go w pięć minut. Lubię twój styl pisania, jest taki przyjemny.
OdpowiedzUsuńCo do samego rozdziału: cieszę się, że Justin znalazł się w tej uliczce i jej pomógł. Z tego rozdziału wynika, że to jest taki typowym chłopakiem imprezowiczem, dlatego mam nadzieję, że Susan go zmieni. Na troszkę lepszego człowieka.
Tak już na sam koniec: radziłabym ci w tekście nie używać wulgaryzmów. W dialogach jak najbardziej, ale wiem z mojego doświadczenia, że czytelnicy biorą poważniej twoje opowiadanie, kiedy ich nie używasz w opisach itp. Mam nadzieję, że się nie obrazisz za tą małą uwagę, bo ja sama też czasem mam problem z odpowiednim doborem słów :)
Życzę weny i już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, @villiars (utraconewspomnienia-fanfiction.blogspot.com)♥
Od początku dobrze się mi to czytało,ale w środku tak mnie to wciągnęło, że jak skończył się rozdział, to tak głupio. Ludzie, strasznie mi się podoba, dodawaj szybko kolejny. KCKCKKCKCKCKCK twój blog :***
OdpowiedzUsuńawww cudowne
OdpowiedzUsuńfajnie, że akcja się zaczęła, szkoda, że pod koniec. Czekam na następne!! @couldabeenthe1
OdpowiedzUsuńeverythinghadchanged.blogspot.com
Rozdzial super. Powodzenia i weny zycze
OdpowiedzUsuńczytam i nie moge sie oderwać ;o
OdpowiedzUsuń