środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział pierwszy

Susan's POV
Syknęłam przez zęby, gdy po raz kolejny przejechałam ostrzem po mojej skórze, rozcinając ją aż do krwi. Przymknęłam oczy i poczułam jak cały mój ból psychiczny zamienia się w fizyczny. Jak wszystko na moment znów mija po to, by za niedługo mogło do mnie znów wrócić podwójnie. Nie wiem dlaczego to robiłam, skoro wiedziałam, że to pomaga mi tylko przez chwilę zapomnieć o tym co wydarzyło się na przestrzeni kilku miesięcy. Może właśnie myśl, że choć na chwilę się oderwę od wspomnień wciąż trzymała mnie przy tym? Siedząc w łazience oparta o drzwi chwyciłam bandaż do dłoni i obwiązałam nim całą moją zranioną rękę. Wiem, że to będzie już ze mną zawsze, że rany zostaną ze mną, ale to wszystko jest silniejsze ode mnie. Codziennie swoje prawdziwe ja kryję pod sztucznym uśmiechem. W szkole śmieję się, rozmawiam z wszystkimi, ale nikt nie wie co czuje, nikt mnie nie zna naprawdę. A jemu.. jemu było tak łatwo odejść. Niektórzy ludzie nie uważają na słowa i rzucają je bezmyślnie na wiatr, nawet nie znając ich znaczenia. "Będę zawsze" nie znaczy będę na chwilę, dopóki będę Cię potrzebował. W tamtej chwili straciłam wszystko, gdy on odszedł, wszystko inne odeszło razem z nim. Był jedyną osobą, która wiedziała o mnie wszystko, wiedziała i widziała co się ze mną dzieje przez ten czas, gdy grunt osunął mi się spod stóp. Codziennie uważam to za zamknięty już rozdział i staram się zapominać o tym wszystkim. Ku mojemu zdziwieniu udało się, żyję dalej, dalej bez niego.. Wiem, że teraz jest mu pewnie lepiej i nie potrzebuje mnie, akceptuje to. Stęsknione serce często musi się przyzwyczaić do tego stanu. Wiem, że to już przeszłość i nie myślę o tym wcale, próbuję żyć tak jak powinnam właśnie żyć, ale nikt nie powiedział, że właśnie teraz będzie lepiej. No i właśnie tu pojawia się kolejna rzecz, która niszczy mnie jeszcze bardziej niż pamięć o moim przyjacielu, o osobie przed którą nie miałam żadnych tajemnic. Mój ojciec zginął w wypadku samochodowym osiem lat temu, dokładnie w moje dziewiąte urodziny, 31 marca. Od sześciu lat moja matka znalazła sobie kogoś i próbowała ułożyć sobie życie na nowo. Jej nowy mężczyzna to biznesmen. Człowiek, który nie widzi nic poza czubkiem swojego nosa. A w moich oczach? Skończony dupek. Gdybym mogła powiedziałabym mamie o wszystkich rzeczach. Powiedziałabym o tym co mówił o moim ojcu, najcudowniejszym mężczyźnie na świecie. Powiedziałabym o tych razach, gdy podniósł na mnie rękę i musiałam zawsze zamaskowywać podbite oko do szkoły. Chociaż i tak by mi nie uwierzyła. A najgorsze było to, że codziennie musiałam patrzeć mu prosto w twarz. Moja matka była tak zaślepiona ich dzieckiem, że nie zauważała mnie w ogóle. Maddie urodziła się pięć lat temu i jest ich obojga oczkiem w głowie, a ja? Nikim, śmieciem, ewentualnie czasem osobą wyręczającą Josha we wszystkim. Byłam po raz kolejny uziemiona. Czemu? Nie wiem. Najwyraźniej taki kaprys moich cudownych rodziców. Wyczuwacie ten sarkazm? Przynajmniej trzy razy w tygodniu musiała być jakaś awantura, w której zawsze ja ponosiłam największą winę. Jestem zamknięta w swoim pokoju i mogę wychodzić z niego tylko w wyjątkowych sytuacjach. Chore, nie?
Ścierając łzę spływającą z mojego policzka wstałam z podłogi i stanęłam przed umywalką, patrząc na siebie w lustrze. Podkrążone, zapłakane oczy to moja codzienność. Odkręciłam wodę i przemyłam nią swoją twarz, a następnie rozczesałam swoje długie blond włosy. Z mojej własnej łazienki przedostałam się do mojego pokoju i stanęłam przed wielką szafą. Wyciągnęłam z niej jasne jeansowe krótkie spodenki oraz białą bluzkę na ramiączkach.Ubrałam się w wyciągnięte ciuchy, a na to wszystko nałożyłam jeszcze niebieską bluzę wiszącą na krześle i popsikałam swoje ciało moimi ulubionymi perfumami. Rozglądając się po pokoju chwyciłam jeszcze mojego iPhona i wsunęłam go do kieszeni od moich spodenek. Gotowa do wyjścia uchyliłam po cichu drzwi od balkonu i wyszłam z swojego pokoju. Przerzucając jedną nogę przez poręcz usiadłam na niej okrakiem, a potem zrobiłam to samo z drugą nogą. Przedostając się ostrożnie w prawą stronę dążąc do drabinki przyczepionej do domu chwyciłam się jej i po cichu zeszłam na dół, po chwili znajdując się już na trawie w ogródku. Dyskretnie spojrzałam przez okno znajdujące się w salonie, by upewnić się czy nikt mnie nie widział. No tak, moja mama była zbyt zajęta obściskiwaniem się z Joshem niż zwróceniem jakiejkolwiek uwagi na to co dzieje się na dworze. W tym przypadku całe szczęście, że to wszystko tak wyglądało, bo jakby mnie przyłapali byłabym już kompletnie bez życia. Skuliłam się i przechodząc pod oknem przedostałam się prosto na drogę. Szybkim krokiem ruszyłam w znanym mi doskonale kierunku. Zegarek wskazywał godzinę 18, a na dworze było wciąż jasno. Włożyłam do uszu słuchawki podłączone do mojego iPhona i włączyłam przycisk ''play'', dzięki czemu usłyszałam melodie jednej z moich ulubionych piosenek..
I don’t wanna be afraid
I wanna wake up feeling beautiful today
and know that I’m okey
Cause everyone’s perfect in unusual ways you see
I just wanna believe in me..
Po pięciu minutach znalazłam się na plaży. Jest to miejsce, które uwielbiam odwiedzać i robię to często. Pomimo wakacyjnej pory nie było tu wiele osób. Może kilka grupek osób, nic specjalnego się nie działo. Ściągnęłam z nóg moje balerinki i biorąc je do ręki ruszyłam wzdłuż plaży, by móc usiąść w moim ulubionym miejscu. Usiadłam na malutkim wzgórzu i przymknęłam swoje oczy, by móc wsłuchać się w szum oceanu. Uspokajało mnie to niesamowicie. Pozwoliło na chwilę odbiec od wszystkiego złego, od ran na ciele tak samo jak i w duszy. Zaczęłam bawić się piaskiem, przepuszczając go przez moje palce. Wiatr rozwiewał moje włosy i wiał na moje nagie ramiona, a ja wciągając głęboko powietrze delikatnie uniosłam kąciki moich ust ku górze. Na plaży zaczęło się robić już pusto. Zostałam sama ja i jedna grupka czterech chłopaków, którzy najwyraźniej jak mi się wydawało zmierzali w moją stronę. No i co, niech sobie idą, nie interesuje mnie to. Odwróciłam swój wzrok od nich i ponownie umiejscowiłam go na falach oceanu, który znajdował się przede mną.
- Jesteś ciotą Luke, czemu po prostu nie zaprosisz Cindy do Ciebie? - gdy usłyszałam głos jednego z chłopaków, delikatnie obróciłam głowę by móc spojrzeć na nich i ujrzałam wysokiego blondyna o niebieskich oczach kierującego słowa do jego kolegi. Brunet, tej samej wysokości co jego kolega, pokręcił niezadowolony przecząco głową. Za nim szedł kolejny brunet, poklepujący blondyna po plecach, z założonymi okularami na nosie i przerzuconym przez ramię plecakiem. Mówił coś do nich, na co oni głośno się zaśmiali, ale już nie wsłuchiwałam się w ich rozmowę, bo nie interesują mnie ich miłosne rozterki. Za nimi szedł ostatni z chłopaków. Praktycznie w ogóle niezainteresowany rozmową swoich trzech kolegów, wysoki brunet. Szedł uśmiechnięty. Miał postawione włosy na górę i niesamowicie piwne oczy, doskonale wszystko dopełniające. Jego usta były koloru jasnego różu, a przez to, że nie miał na sobie koszulki było doskonale widać jego umięśniony i wytatuowany tors. Jego uśmiech mnie powalał, był serio niesamowity. Nie wiem przez jaką długą chwilę na niego patrzyłam, ale na pewno zdecydowanie dłużej niż na jego pozostałych kolegów. Patrząc prosto na jego twarz, po chwili spotkałam się z jego piwnymi oczami, w którym można było dostrzec iskierki i przez chwilę nawiązaliśmy kontakt wzrokowy. Namiętnie na mnie patrzył oblizując przy tym usta, po czym momentalnie odwrócił swój wzrok i dołączył do swoich kolegów. Pewnie serio wyszłam na głupią patrząc się tak na niego, nic dziwnego. Pokręciłam głową i jeszcze po raz ostatni spojrzałam na chłopaka, który z każdą sekundą oddalał się coraz bardziej ze swoimi znajomymi. Zaczęło się już ściemniać, gdy spostrzegłam, że jestem tu zupełnie sama. Potarłam swoje ramiona, by się trochę rozgrzać, jednak nie dało to zbyt wiele. Wiem, że muszę już wracać, bo może w końcu moja matka przestała się miziać z Joshem i chciałaby sprawdzić co u mnie, a ta myśl, że mogłaby wejść do mojego pokoju pod moją nieobecność jest straszna. Wstałam z siebie i otrzepałam tyłek z piasku, po czym założyłam swoje buty na nogi i ruszyłam ku mojego domu. Zrobiło się już późno, a nad moją głową mogłam dostrzec ciemne niebo oraz pięknie błyszczące na nim gwiazdy. Zarzuciłam kaptur na głowę i ruszyłam w stronę mojego domu, zastanawiając się jak teraz będzie wszystko wyglądać. Czy będzie wyglądać normalnie? Chociaż nie tak jak ostatnio. Duszę się w tym domu, nie mogę wyrazić swojego zdania, bo dostanę po twarzy. Może nie, gdy jest moja mama w domu, ale wtedy gdy jestem sama z Joshem. A często tak się dzieje, gdyż moja mama kończy pracę później od swojego partnera. Mimo tego, że ma tak dobrą posadę i ustawił się w życiu dla mnie wciąż jest i będzie nikim. Tak samo jak ja dla niego. Wszystko się wyrównuje, ale on nie ma prawa podnieść na mnie ręki. Gdybym mogła dawno bym to już zgłosiła, ale nie, bo zniszczę jego dobre mienie. Zbyt bardzo się boję, nie wiem jakie mogą być tego skutki. Mogę powiedzieć szczerze, że nie chcę więcej mieszkać już w tym domu, nie widzę ich widzieć. Całe szczęście, że mała Maddie nie musi przechodzić przez to co ja, no tak, jest córką Josha, wszystko oczywiste.
Z mojego zamyślenia wyrwało mnie silne szarpnięcie mojej ręki przez kogoś i mocne przygwożdżenie do ściany jednego z budynku, który mijałam. Na skutek bólu głośno pisnęłam, czego od razu pożałowałam, bo mężczyzna mocno ścisnął moją buzię.
- Zostaw mnie do cholery! - krzyknęłam.
- Zamknij pysk dziwko! - odpowiedział mi krzykiem.
Po chwili poczułam jak dobiera się do moich spodni i odpiął mój guzik. Zaczęłam się wyrywać i krzyczeć, lecz on znów zatkał moją buzię swoją dłonią. Gdy odepchnęłam go od siebie z całej mojej siły wymierzył cios w mój policzek, przez co od razu krzyknęłam i upadłam na ziemię A on korzystając z okazji ułożył swoje dłonie na moich piersiach i mocno je ścisnął, aż po chwili zobaczyłam jak napastnik upada na ziemię, pod wpływem ciosu..

 ***
Cześć skarby. Jakoś poszło, pierwszy rozdział dodany, a tu już kończę pisać dziesiąty. Od razu na wstępie dziękuję za wszelkie komentarze i za Wasze wejścia, to dla mnie bardzo dużo znaczy, ale wciąż liczę, że będzie nas tylko więcej i więcej i będziemy razem współpracować. Ja będę dla Was pisać, a Wy będziecie wyrażać swoje opinie w komentarzach, to takie moje małe marzenie. Rozdział może i krótki, ale już zaczyna się coś dziać, a dalej będzie jeszcze więcej. Zapraszam do wszystkich zakładek. Możecie poznać wygląd naszych bohaterów, zareklamować się, albo dodać do informowanych. Mam nadzieję, że Wam się spodoba :)

Będę wdzięczna za wszelką pomoc w reklamie mojego opowiadania.
Opinię zostawiam już Wam, bardzo dziękuję i życzę miłego dnia ♥

wszelkie pytania kierujcie tutaj : twitter

16 komentarzy:

  1. Wow jest boski !! <3<3

    OdpowiedzUsuń
  2. tego się nie spodziewałam! musiałaś przerwać w takim momencie? ;c

    OdpowiedzUsuń
  3. świetnie piszesz nie moge się doczekać nastepnego <3

    OdpowiedzUsuń
  4. afgsdsffsgdh, świetny. Co jaki czas będziesz dodawać rozdziały? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :) to zależy tylko od ilości czytelników, bo kilka rozdziałów mam już w przód :)

      Usuń
  5. Rozdzial super, latwo sie czyta, czyli tak jak powinna. Dopatrzylam sie chyba 2 literowek, ale to i tak nie zmienia faktu, ze piszesz fajnie+ fabula calkiem ciekawa :) czekam na nn! Weny x

    @bieberaugh

    OdpowiedzUsuń
  6. Boski :) ciekawe kto ją uratował ....

    OdpowiedzUsuń
  7. Zarąbisty . *.*

    OdpowiedzUsuń
  8. mm podoba mi się!! :D
    @swaggiies

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział. Szkoda mi tylko Susan, ale ona trochę przypomina mi mnie. Dobrze wszystko opisujesz, lubię takie opowiadania. Końcówka zwaliła mnie z nóg, coś czuję, że to Justin jej pomoże. W każdym razie - cudowny pomysł na opowiadanie, czekam na kolejne rozdziały. Jeśli możesz informuj mnie (@villiars) i zapraszam do siebie - utraconewspomnienia-fanfiction.blogspot.com. Pozdrawiam i życzę weny ♥

    OdpowiedzUsuń
  10. Podoba mi sie pierwszy rozdzial bede zaglatac tutaj

    OdpowiedzUsuń
  11. super! mogłabyś mnie informować o nowych rozdziałach? :D @couldabeenthe1

    i zapraszam każdego do mnie: http://everythinghadchanged.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Niektóre zdania są źle poskładane, ale to tyle. c; Bardzo mi się podoba i będę tutaj zaglądać. c;

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudowne x @cojawera

    OdpowiedzUsuń
  14. cudowne, nie mogę się doczekać ciągu dalszego ajhsajsjd

    by
    twój gorylek. :)
    pamiętaj informuj mnie na bieżąco.

    OdpowiedzUsuń
  15. cudowne ... *.*

    OdpowiedzUsuń